Dziś odrobine inny temat. Może wakacje tak na mnie wpłynęły, że podzielę się z Wami mała automatyzacją. Od dawna siedzę w AI dość głeboko. Fascynacja jakimś nowym rozwiązaniem czasem „zabiera” mnie na cały dzień. Ale dziś cos lekkiego…
Na YouTube codziennie pojawiają się setki filmów, które „koniecznie trzeba obejrzeć”. Nowe narzędzia AI, aktualizacje, tutoriale, analizy, strategie marketingowe, rozmowy z ekspertami i kolejne „przełomowe” rozwiązania.
Subskrybuję kilka kanałów, które naprawdę cenię. Problem w tym, że nawet dobry twórca nie publikuje wyłącznie rzeczy przydatnych akurat dla mnie. Jeden film to konkretna wiedza. Drugi spokojnie zastąpi krótkie streszczenie. Trzeci ma świetny tytuł, ale po kwadransie okazuje się zwykłym bullshitem.
Lista „do obejrzenia” rosła więc szybciej, niż byłam w stanie ją odhaczyć.
Nie chciałam jednak rezygnować z YouTube. To tam najszybciej pojawiają się informacje o nowych narzędziach i sposobach wykorzystania AI. Chciałam tylko przestać sprawdzać każdy film osobiście. Nawet w wersji 1,5 lub 2 x szybciej zabiera to sporo czasu.
Zrobiłam więc jedną z prostszych automatyzacji, jakie do tej pory stworzyłam.
Jej zadanie jest konkretne: raz w tygodniu przejrzeć najnowsze materiały z pięciu wybranych kanałów i przygotować raport. Nie zwykłą listę tytułów i linków – raport, który odpowiada na jedno pytanie:
czy ten film naprawdę zasługuje na mój czas?
Czego chciałam?
Nie potrzebowałam kolejnego newslettera z informacją, że ktoś opublikował nowy film. O tym YouTube i tak mnie powiadomi.
Chciałam raportu, który wykona za mnie pierwszą selekcję.
Każdy materiał trafia do jednej z trzech kategorii:
- warto obejrzeć – film pokazuje narzędzie w działaniu, konkretny proces albo coś, co lepiej zobaczyć, niż o tym przeczytać.
- wystarczy streszczenie – materiał jest wartościowy, ale jego główne wnioski poznasz w kilka minut.
- można pominąć – tytuł obiecuje więcej niż treść, materiał jest powtarzalny albo zbyt ogólny.
Ta ocena jest najważniejsza. Samo streszczanie nie rozwiązuje problemu nadmiaru treści. Zamiast oglądać dziesięć filmów, czytałabym dziesięć streszczeń i dalej traciła czas na rzeczy, których nie potrzebuję. Automatyzacja miała więc nie tylko zbierać informacje, ale też je oceniać.
Pomysł prosty. Wykonanie… mniej
Na początku wyglądało to na szybką integrację. Wybieram pięć kanałów. System sprawdza najnowsze publikacje, pobiera dane o filmach i transkrypcje. AI analizuje treść, tworzy podsumowanie i ocenia, czy warto oglądać. Raz w tygodniu dostaję gotowy raport.
Proste.
W praktyce najwięcej czasu nie zajęło wymyślenie procesu ani napisanie instrukcji dla AI. Problemem było połączenie wszystkich elementów, nadanie dostępów i przekonanie kolejnych systemów, żeby ze sobą współpracowały.
Google Cloud, YouTube API, autoryzacja, poświadczenia i połączenia, które teoretycznie powinny działać… a nie działały. Błędy. Ponowne łączenie konta. Usuwanie wtyczki i konfiguracja od nowa. Był moment, w którym pomyślałam, że automatyzacja mająca oszczędzać czas właśnie pochłonęła mi go stanowczo za dużo!!
Po jakichś trzech godzinach walki połączenie wreszcie zadziałało. I wtedy pojawił się pierwszy raport.
Co jest w raporcie?
To nie samo streszczenie filmu. Przy każdym materiale dostaję:
- czego dotyczy,
- jakie są najważniejsze wnioski,
- jakie narzędzia albo rozwiązania się pojawiają,
- co może mi się realnie przydać,
- czy wnosi coś nowego,
- czy obejrzeć całość, przeczytać podsumowanie, czy pominąć.
W kilka minut wiem, co pojawiło się na obserwowanych kanałach przez tydzień. Nie otwieram kilkunastu kart, nie przeglądam miniaturek, nie zaczynam każdego filmu tylko po to, by po pięciu minutach stwierdzić, że nie ma w nim nic dla mnie.
Raport robi za mnie pierwszy etap researchu. Ostateczną decyzję podejmuję sama.
Czy to naprawdę oszczędza czas?
Konfiguracja zajęła mi znacznie więcej czasu, niż zakładałam. Nie będę udawać, że powstało to w piętnaście minut po jednym kliknięciu.
Ale konfigurację robi się raz. Od tej chwili raport powstaje regularnie, bez ręcznego sprawdzania kanałów. Zamiast spędzać kilka godzin tygodniowo na materiałach, z których tylko część jest wartościowa, dostaję krótką, uporządkowaną selekcję. Jeden czy dwa filmy oglądam. Wnioski z reszty czytam. Resztę świadomie pomijam.
I to jest dla mnie najważniejsza funkcja AI.
Nie chodzi o to, żeby konsumować jeszcze więcej treści, szybciej tworzyć listy i gromadzić kolejne informacje. Chodzi o to, żeby lepiej wybierać.
Bo w świecie, w którym codziennie pojawia się więcej materiałów, niż obejrzymy przez całe życie, największą wartością nie jest dostęp do informacji.
Jest nią umiejętność odrzucenia tego, co nie jest warte naszego czasu.
W następnym artykule napisze jak to sie robi.
